TYLKO ADAM BOROWSKI NA RZECZNIKA PRAW OBYWATELSKICH

TYLKO ADAM BOROWSKI NA RZECZNIKA PRAW OBYWATELSKICH

Rzecznik wszystkich obywateli, a nie pełnomocnik jednego środowiska

Wiedza prawnicza, doświadczenie i autorytet moralny – któż może mu się równać?

15 lipca 1410 roku zwyciężyła Polska. Dziś ponownie potrzebujemy odwagi, jedności i wierności Rzeczypospolitej

15 lipca przypadała rocznica bitwy pod Grunwaldem – jednego z największych zwycięstw w historii Polski. Według tradycji utrwalonej przez Jana Długosza polskie rycerstwo przed rozpoczęciem walki śpiewało „Bogurodzicę”, pieśń będącą modlitwą, hymnem ojczyzny i wyrazem wspólnoty ludzi gotowych stanąć w jej obronie.

Dzisiaj nie stoimy na polu bitwy z mieczem w dłoni. Stoimy jednak wobec równie zasadniczego pytania: czy Polska pozostanie państwem wszystkich swoich obywateli, opartym na Konstytucji, prawie, suwerenności i elementarnym poczuciu sprawiedliwości, czy też stanie się państwem jednej partii, jednej korporacji i jednej, politycznie uprzywilejowanej wykładni prawa?

Wtedy śpiewano „Bogurodzicę”. Dzisiaj musimy przypomnieć słowa:

Jeszcze Polska nie zginęła.

Potrzebujemy Rzecznika, który będzie zdolny stanąć w obronie Polski i każdego jej obywatela. Nie pełnomocnika jednego środowiska. Nie uczestnika wojny korporacyjnej. Nie osoby, która prawa jednych uznaje za ważniejsze od praw drugich.

Takim Rzecznikiem może być Adam Borowski.

 

RPO NIE JEST NAGRODĄ ZA DYPLOM. JEST URZĘDEM SŁUŻBY CZŁOWIEKOWI

Rzecznik Praw Obywatelskich nie jest wybierany po to, aby reprezentować interes jednej partii, korporacji prawniczej, stowarzyszenia sędziowskiego ani jednej strony sporu politycznego. Ma bronić każdego człowieka – również tego, którego poglądy są mu obce i którego nie akceptuje środowisko popierające jego kandydaturę.

Art. 2 ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich nie wymaga formalnego wykształcenia prawniczego, ukończenia aplikacji ani wykonywania zawodu adwokata, radcy prawnego, sędziego czy prokuratora. Wymaga wyróżniającej wiedzy prawniczej, doświadczenia zawodowego, wysokiego autorytetu ze względu na walory moralne oraz wrażliwości społecznej.

Wymaga rzeczywistej zdolności rozpoznawania naruszeń praw człowieka oraz skutecznego posługiwania się instrumentami prawnymi służącymi jego ochronie.

Wszystkie te cechy posiada Adam Borowski.

Nie potwierdził ich deklaracjami złożonymi na potrzeby wyboru. Potwierdził je całym swoim życiem.

CZŁOWIEK, KTÓRY POZNAŁ APARAT PAŃSTWA Z PERSPEKTYWY PRZEŚLADOWANEGO OBYWATELA

Adam Borowski nie poznawał relacji obywatela z państwem z bezpiecznej perspektywy kancelarii. Poznał ją jako człowiek działający w obronie innych, ścigany przez aparat represji, aresztowany, osądzony przez sąd wojskowy i pozbawiony wolności.

Od 1980 r. działał w NSZZ „Solidarność” i społecznie pracował w Komisji Interwencji i Mediacji Regionu Mazowsze. Po wprowadzeniu stanu wojennego organizował strajk, działał w podziemiu i ukrywał się przed aparatem represji. Uczestniczył w uwolnieniu ze szpitala Jana Narożniaka, postrzelonego przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej. W dniu 10 lipca 1982 r. został aresztowany, a następnie wyrokiem Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego z 19 maja 1983 r. skazany na łączną karę 3 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. W wyniku rewizji prokuratorskiej karę podwyższono do 6 lat pozbawienia wolności, po czym w lipcu 1983 r., na mocy ustawy amnestyjnej, obniżono ją o połowę. Po odzyskaniu wolności nie zrezygnował z działalności niepodległościowej — współtworzył niezależne wydawnictwa oraz działał w Solidarności Walczącej.

Adam Borowski wie, że państwo może zachowywać formalne pozory praworządności, a jednocześnie używać prawa, policji, prokuratury, sądu i więzienia przeciwko człowiekowi. Potrafi rozpoznać moment, w którym procedura przestaje chronić obywatela, a zaczyna służyć jego zastraszaniu, wykluczeniu albo represjonowaniu.

Ta zdolność jest szczególnie potrzebna dzisiaj, gdy pojawiają się poważne zarzuty dotyczące arbitralnych zatrzymań, nadużywania izolacyjnych środków zapobiegawczych, wykorzystywania organów ścigania w sporze politycznym, zastraszania obywateli i destabilizowania wymiaru sprawiedliwości.

Rzecznik nie może z góry uznać każdego takiego zarzutu za prawdziwy. Ma jednak obowiązek zbadać go rzetelnie, bez względu na to, kto sprawuje władzę i kogo sprawa dotyczy.

Adam Borowski potrafi dostrzec krzywdę ukrytą pod pieczęcią urzędu i formalnie poprawnie wyglądającą decyzją.

RZECZNIK NIE MUSI SAM PISAĆ KASACJI. MUSI WIEDZIEĆ, KIEDY PAŃSTWO POWINNO NATYCHMIAST ZAREAGOWAĆ

Biuro RPO powinno skupiać najwybitniejszych konstytucjonalistów, karnistów, cywilistów, administratywistów, procesualistów i ekspertów praw człowieka. To prawnicy Biura przygotowują kasacje, skargi nadzwyczajne, wnioski do Trybunału Konstytucyjnego, stanowiska procesowe i wystąpienia generalne.

Rzecznik nie ma zastępować każdego specjalisty. Ma:

  • wyznaczać kierunek działalności urzędu;
  • rozpoznawać sprawy wymagające pilnej interwencji;
  • dopilnować zastosowania właściwego instrumentu prawnego;
  • chronić ekspertów przed naciskiem partii, korporacji i środowisk;
  • osobiście nadzorować sprawy dotyczące życia, wolności i bezpieczeństwa człowieka;
  • zagwarantować, że żadna grupa polityczna ani zawodowa nie uzyska monopolu na działalność RPO.

Tym może poszczycić się właśnie Adam Borowski.

Przez całe życie nie ograniczał się do opisywania krzywdy. Podejmował działanie wtedy, gdy wymagało ono odwagi, odpowiedzialności i osobistego ryzyka.

Jego siłą nie jest ambicja zastąpienia wszystkich prawników Biura. Jego siłą jest zdolność dopilnowania, aby ich wiedza została wykorzystana dla konkretnego człowieka – zanim naruszenie stanie się nieodwracalne.

Adam Borowski swoimi działaniami gwarantuje oparcie Biura na pluralistycznej radzie prawnej skupiającej najlepszych ekspertów różnych specjalności i poglądów, utrzymanie profesjonalnej ciągłości jego działania i stworzenie systemu pilnej reakcji w sprawach przemocy, bezprawnego pozbawienia wolności, zagrożenia życia oraz utraty dowodów.

Jego dotychczasowa działalność dowodzi, że potrafi działać pod presją, przeciwstawiać się naciskom i brać odpowiedzialność za innych. Nie jest jego słabością to, że nie zamierza zastępować konstytucjonalistów, karnistów i procesualistów. Jest jego siłą to, że wie, w jakim celu ich wiedza ma zostać wykorzystana – dla konkretnego człowieka i w odpowiednim czasie.

KOMISJA INTERWENCJI I MEDIACJI – PRAKTYCZNA SZKOŁA PRAW CZŁOWIEKA

Działalność w Komisji Interwencji i Mediacji Regionu Mazowsze oznaczała bezpośrednie reagowanie na represje, konflikty pracownicze, działania administracji i naruszenia praw związkowych.

Wymagała rozpoznawania naruszeń praw obywatelskich, kontaktu z represjonowanymi, rozmów z instytucjami państwa, prowadzenia mediacji i przekładania ogólnych zasad na konkretną pomoc pojedynczemu człowiekowi.

To właśnie jest istota pracy RPO.

Człowiek zwracający się do Rzecznika nie potrzebuje kolejnego wykładu. Potrzebuje organu, który ustali fakty, zabezpieczy dowody, wybierze właściwy środek prawny i zareaguje odpowiednio wcześnie.

Taką zdolność posiada Adam Borowski.

NIE ULĄKŁ SIĘ WOJNY, MASOWYCH ZBRODNI I PRZEŚLADOWAŃ W CZECZENII

Szczególnym dowodem odwagi i wrażliwości społecznej Adama Borowskiego jest jego wieloletnia działalność na rzecz Czeczenów.

Kierował Komitetem Polska–Czeczenia, działał w Polsko-Czeczeńskim Ośrodku Dokumentacyjno-Informacyjnym „Iczkeria”, organizował działania przeciwko wojnie i naruszeniom praw człowieka oraz pomagał osobom uciekającym przed prześladowaniami. W latach 2008–2010 pełnił funkcję społecznego doradcy Rzecznika Praw Obywatelskich do spraw uchodźców czeczeńskich.

Nie pozostał obojętny wobec masowych zbrodni, tortur, porwań, represji i przemocy wobec ludności cywilnej. Nie uląkł się politycznego znaczenia sprawy ani ryzyka wynikającego z publicznej obrony narodu poddanego brutalnej przemocy.

Zna urząd RPO nie tylko jako obserwator. Współpracował z nim w dziedzinie, w której od szybkości interwencji zależało bezpieczeństwo ludzi zagrożonych prześladowaniem, deportacją albo rozdzieleniem rodzin.

AUTORYTET MORALNY ZDOBYTY CZYNEM, A NIE STANOWISKIEM

Adam Borowski podejmował osobiste ryzyko w obronie innych. Poniósł karę więzienia za działalność niepodległościową. Przez dziesięciolecia pomagał ludziom pozbawionym politycznych i instytucjonalnych wpływów. Bronił uchodźców i ofiar wojny.

Współtworzył Fundację „Pamiętamy” i działał na rzecz zachowania pamięci o ofiarach systemu komunistycznego.

Został uhonorowany m.in. tytułem Kustosza Pamięci Narodowej oraz Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Kto zatem, jeśli nie ten człowiek?

Kto z kandydatów może przedstawić porównywalne doświadczenie osobistej represji, mediacji, pomocy prześladowanym, współpracy z urzędem RPO i ponoszenia rzeczywistego ryzyka w obronie innych?

Czy sam dyplom prawniczy może być wartością równoważną z życiem poświęconym obronie wolności i praw człowieka?

Żadne formalne wykształcenie prawnicze nie zastąpi bezstronności, odwagi, moralnej odpowiedzialności ani zdolności wystąpienia przeciwko własnemu środowisku.

SYLWIA GREGORCZYK-ABRAM – KWALIFIKACJE ADWOKACKIE NIE WYSTARCZĄ

Sylwia Gregorczyk-Abram posiada kwalifikacje adwokackie. Nie przesądza to, że będzie lepszym Rzecznikiem.

Przeciwnie – jej wieloletnia działalność publiczna, identyfikacja z inicjatywą Wolne Sądy oraz wypowiedzi dotyczące Trybunału Konstytucyjnego, Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz statusu części sędziów rodzą zasadnicze wątpliwości, czy będzie zdolna zachować jednakowy dystans wobec wszystkich obywateli i wszystkich konstytucyjnych organów państwa.

Nie chodzi o odmawianie jej prawa do krytyki. Chodzi o konsekwencje jej dotychczasowych słów i działań.

Nie chodzi już o to, co kandydatka dziś zadeklaruje. Chodzi o to, czy jej wcześniejsza działalność pozwala uwierzyć w bezstronne wykonywanie urzędu.

PYTANIA O „GRUPĘ WEJŚCIE”, CLIFFORD CHANCE, EWĘ WRZOSEK I MEDIA PUBLICZNE POZOSTAŁY BEZ PEŁNEGO WYJAŚNIENIA

Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka Sylwii Gregorczyk-Abram zadano szczegółowe pytania dotyczące jej możliwego udziału w działaniach związanych ze zmianami władz mediów publicznych w grudniu 2023 r., kontaktów z prokurator Ewą Wrzosek oraz działalności kancelarii Clifford Chance.

Nie były to pytania ogólne ani sprowadzające się wyłącznie do politycznej oceny wydarzeń. Dotyczyły konkretnych okoliczności, które kandydatka mogła jednoznacznie potwierdzić, wykluczyć albo wyjaśnić.

Pytania dotyczące „Grupy Wejście”

Kandydatkę zapytano wprost:

Czy należała do grupy działającej w komunikatorze WhatsApp, określanej jako „Grupa Wejście”, na której miały być omawiane działania związane ze zmianami kontroli nad Telewizją Polską, Polskim Radiem i Polską Agencją Prasową w grudniu 2023 r.?

Pytanie dotyczyło samego członkostwa w grupie i wymagało jednoznacznej odpowiedzi: „tak” albo „nie”.

Następnie zapytano:

Czy konsultowała treść jakichkolwiek dokumentów dotyczących zmian władz spółek mediów publicznych, postawienia ich w stan likwidacji albo fizycznego zajmowania ich siedzib?

Padło również pytanie o autorstwo wiadomości opublikowanej na tej grupie:

„Pachnie stanem wojennym, ale lepszy krzyk pięćdziesięciu niż dowód na bezsilność władzy”.

Kandydatkę zapytano:

Czy była autorką tej wypowiedzi, a jeżeli nie – czy może wskazać osobę, która ją zamieściła?

Pytania o Ewę Wrzosek i kancelarię Clifford Chance

Kolejna grupa pytań odnosiła się do relacji Sylwii Gregorczyk-Abram z prokurator Ewą Wrzosek oraz do informacji medialnych dotyczących przygotowywania dokumentów związanych ze zmianami w mediach publicznych.

Kandydatkę zapytano:

Czy spotykała się z prokurator Ewą Wrzosek w siedzibie kancelarii Clifford Chance przy ulicy Lwowskiej?

Jeżeli takie spotkania się odbywały, miała odpowiedzieć:

Czy rozmowy dotyczyły Telewizji Polskiej albo działań podejmowanych wobec mediów publicznych?

Padło również pytanie:

Czy w czasie ewentualnych spotkań lub rozmów TVP była klientem Sylwii Gregorczyk-Abram albo kancelarii Clifford Chance?

Pytający zaznaczył, że okoliczność ta mogła mieć znaczenie dla oceny, czy kandydatka mogłaby powoływać się na tajemnicę adwokacką.

Pytania o obsługę TVP w likwidacji

Kandydatkę zapytano również o okres po postawieniu Telewizji Polskiej w stan likwidacji.

Pytanie dotyczyło tego:

Czy osobiście uczestniczyła w obsłudze prawnej TVP w likwidacji realizowanej przez kancelarię Clifford Chance?

Następnie pytanie doprecyzowano:

Czy w wewnętrznym systemie rozliczania czasu pracy kancelarii Clifford Chance zostały zarejestrowane na nazwisko Sylwii Gregorczyk-Abram zadania wykonywane na rzecz klienta oznaczonego jako TVP w likwidacji?

Było to pytanie o możliwy do sprawdzenia fakt: osobiste wykonywanie pracy, jej ewidencjonowanie oraz przypisanie do konkretnego klienta kancelarii.

NA WIĘKSZOŚĆ NAJWAŻNIEJSZYCH PYTAŃ NIE PADŁY ODPOWIEDZI

Sylwia Gregorczyk-Abram nie odpowiedziała jednak na żadne z najważniejszych pytań dotyczących:

  • czy należała do „Grupy Wejście” działającej na WhatsAppie;
  • czy uczestniczyła w omawianiu działań wobec TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej;
  • czy konsultowała dokumenty dotyczące zmian władz mediów publicznych, postawienia spółek w stan likwidacji albo zajmowania ich siedzib;
  • czy była autorką wiadomości: „Pachnie stanem wojennym, ale lepszy krzyk pięćdziesięciu niż dowód na bezsilność władzy”;
  • czy spotykała się z prokurator Ewą Wrzosek w siedzibie kancelarii Clifford Chance;
  • czego dotyczyły ewentualne rozmowy z Ewą Wrzosek;
  • czy rozmowy te dotyczyły TVP lub innych mediów publicznych;
  • czy osobiście wykonywała pracę na rzecz TVP w likwidacji;
  • czy na jej nazwisko rejestrowano pracę na rzecz tego klienta w systemie kancelarii Clifford Chance;
  • czy otrzymywała wynagrodzenie od mediów publicznych;
  • jaka była jej osobista rola w działaniach kancelarii Clifford Chance związanych ze zmianami władz mediów publicznych.

Na żadne z tych pytań nie padło jednoznaczne „tak” albo „nie”, mimo że dotyczyły one konkretnych i możliwych do zweryfikowania okoliczności.

ODPOWIEDŹ KANDYDATKI DOTYCZYŁA JEDYNIE WĘŻSZEJ KWESTII

Kandydatka odniosła się do innej, węższej kwestii. Stwierdziła:

„Ja nigdy nie miałam absolutnie żadnego pełnomocnictwa do działania w tym zakresie”.

Dodała również, że – zgodnie z jej pamięcią – kancelaria, z którą wówczas współpracowała, podejmowała działania związane ze zmianą wpisu w Krajowym Rejestrze Sądowym oraz że zmiana ta okazała się skuteczna.

Odpowiedziała zatem jedynie, że sama nie posiadała formalnego pełnomocnictwa, oraz potwierdziła udział kancelarii w czynnościach dotyczących wpisu w KRS.

Nie odpowiedziała natomiast na pytania dotyczące własnego udziału faktycznego -a więc konsultowania dokumentów, udziału w nieformalnych uzgodnieniach, członkostwa w grupie WhatsApp, kontaktów z Ewą Wrzosek ani wykonywania pracy w ramach zespołu kancelarii.

BRAK PEŁNOMOCNICTWA NIE ROZSTRZYGA PYTAŃ O FAKTYCZNY UDZIAŁ

Odpowiedź odnosząca się do braku formalnego pełnomocnictwa nie wyjaśnia:

  • czy kandydatka uczestniczyła w przygotowywaniu dokumentów;
  • czy konsultowała ich treść;
  • czy brała udział w spotkaniach lub nieformalnych uzgodnieniach;
  • czy wykonywała zadania w ramach wewnętrznego podziału pracy kancelarii;
  • czy rejestrowała czas pracy na rzecz TVP w likwidacji;
  • czy pozostawała w kontaktach z Ewą Wrzosek dotyczących mediów publicznych.

Prawnik może bowiem konsultować dokumenty, przygotowywać projekty pism, brać udział w spotkaniach albo wykonywać inne zadania w ramach zespołu kancelarii, nie będąc formalnie ustanowionym pełnomocnikiem klienta.

Nie rozstrzygnęła najważniejszych okoliczności.

BRAK KONKRETNYCH ODPOWIEDZI JEST ZNAMIENNY

Znamienne pozostaje jednak, że kandydatka nie udzieliła jednoznacznych odpowiedzi na pytania dotyczące faktów mających bezpośrednie znaczenie dla oceny jej niezależności, bezstronności i przejrzystości wcześniejszej działalności.

Czy należała do grupy WhatsApp?

To pytanie wymagało odpowiedzi „tak” albo „nie”.

Czy była autorką konkretnej wiadomości?

To pytanie wymagało potwierdzenia albo zaprzeczenia.

Czy spotykała się z Ewą Wrzosek?

Także to pytanie mogło zostać rozstrzygnięte jednoznacznie.

Czy wykonywała pracę na rzecz TVP w likwidacji, czy rejestrowała ją w systemie kancelarii i czy otrzymywała z tego tytułu wynagrodzenie?

Również te okoliczności mogły zostać potwierdzone albo wykluczone.

Nie chodziło zatem wyłącznie o żądanie ujawnienia tajemnicy zawodowej ani o zmuszanie kandydatki do komentowania niesprawdzonych zarzutów. Chodziło przede wszystkim o potwierdzenie albo wykluczenie określonych, konkretnych okoliczności.

Rzecznik Praw Obywatelskich ma kontrolować działania prokuratury, administracji i innych organów państwa. Może również stanąć wobec spraw związanych z mediami publicznymi, działalnością prokurator Ewy Wrzosek, czynnościami Ministerstwa Sprawiedliwości albo działaniami osób i środowisk, z którymi kandydatka wcześniej współpracowała.

Dlatego niewyjaśnione pozostaje pytanie:

Czy jako RPO byłaby zdolna zachować pełny dystans wobec własnego środowiska zawodowego oraz osób, z którymi pozostawała w relacjach publicznych lub zawodowych?

Nie jest to zarzut karny. Jest to pytanie o standard zaufania publicznego.

W przypadku kandydata na urząd RPO nie wystarcza brak prawomocnego wyroku skazującego. Konieczna jest również wiarygodna gwarancja niezależności, przejrzystości i gotowości do publicznego wyjaśnienia własnej działalności.

Dopóki pytania dotyczące „Grupy Wejście”, kontaktów z Ewą Wrzosek, roli kancelarii Clifford Chance i osobistego udziału kandydatki w obsłudze mediów publicznych nie zostaną konkretnie wyjaśnione, kandydatura Sylwii Gregorczyk-Abram pozostaje obciążona poważnymi wątpliwościami, których nie można usunąć samym ogólnym zapewnieniem o niezależności.

Na tym tle kandydatura Adama Borowskiego nie jest obciążona porównywalnymi, niewyjaśnionymi pytaniami dotyczącymi udziału w zamkniętych grupach koordynacyjnych, relacji z prokuratorem uczestniczącym w sprawach o znaczeniu politycznym ani osobistej lub zawodowej roli w działaniach związanych ze zmianami kontroli nad instytucjami publicznymi.

Wskazane okoliczności wymagają pełnego, publicznego i możliwego do zweryfikowania wyjaśnienia.

Sylwia Gregorczyk-Abram udzieliła odpowiedzi w innych kwestiach, lecz nie odpowiedziała na żadne z najważniejszych pytań dotyczących „Grupy Wejście”, jej możliwego udziału w działaniach wobec mediów publicznych, kontaktów z Ewą Wrzosek oraz osobistej roli w czynnościach kancelarii Clifford Chance. Jej jedyna odpowiedź w tym obszarze dotyczyła braku formalnego pełnomocnictwa i nie rozstrzygała pytań o rzeczywisty udział w konsultacjach, uzgodnieniach lub wykonywaniu pracy w ramach zespołu kancelarii.

TRYBUNAŁ, KTÓREGO STATUS KWESTIONUJE – KOMPETENCJE, Z KTÓRYCH RPO MUSI KORZYSTAĆ

Sylwia Gregorczyk-Abram określała Trybunał Konstytucyjny jako „bezprawnie działającą atrapę” organu konstytucyjnego. W rozmowie w TVN24 w 2022 r. mówiła, że w Polsce nie ma sądu konstytucyjnego należycie chroniącego obywatela, lecz organ politycznie sterowany. W 2023 r. zarzucała TK, że „kupczy” prawami i wolnościami, a w październiku 2023 r. pozytywnie odnosiła się do koncepcji ustawowego unieważnienia wyroków Trybunału oraz odwołania jego sędziów.

Tymczasem RPO posiada konstytucyjną kompetencję do inicjowania postępowań przed TK i uczestniczenia w sprawach dotyczących podstawowych praw obywatelskich.

Dotychczasowy Rzecznik korzystał z niej m.in. w sprawach:

  • tymczasowego aresztowania;
  • świadczeń pielęgnacyjnych;
  • ochrony praw majątkowych;
  • równego traktowania kobiet i mężczyzn;
  • praw emerytalnych.

Patrząc na konsekwentne publiczne podważanie przez Sylwię Gregorczyk-Abram statusu Trybunału, wątpliwe jest, aby jako RPO:

  • systematycznie składała wnioski do TK;
  • podtrzymywała przystąpienia i stanowiska poprzedniego Rzecznika;
  • kontynuowała udział w postępowaniach dotyczących podstawowych praw obywateli;
  • nie wycofała stanowisk złożonych przez prof. Marcina Wiącka;
  • w pełni wykonywała kompetencję z art. 191 ust. 1 pkt 1 Konstytucji przed organem, któremu publicznie odmawiała rzeczywistego statusu.

Wątpliwe jest, aby obecne zapewnienia mogły usunąć sprzeczność między jej dotychczasową działalnością a konstytucyjnymi obowiązkami RPO.

Jej działalność obejmuje nie tylko słowa, lecz również wieloletnie uczestnictwo w działaniach jednego środowiska ustrojowego. Dlatego nie wystarcza ogólne zapewnienie, że po objęciu urzędu będzie działała bezstronnie. Staje się zatem niewiarygodne, jak wcześniejsze deklaracje zostaną pogodzone z obowiązkiem korzystania z konstytucyjnych kompetencji RPO.

Urząd nie może zostać sparaliżowany wcześniejszym politycznym lub środowiskowym stanowiskiem osoby, która go obejmuje.

EMERYCI CZEKAJĄ NA SPRAWIEDLIWOŚĆ. KANDYDATKA ODPOWIEDZIAŁA SPOREM O TRYBUNAŁ

Podczas publicznego wysłuchania Sylwia Gregorczyk-Abram została zapytana o dramat emerytów oczekujących na publikację wyroku TK w sprawie wcześniejszych emerytur, sygn. SK 140/20.

Pytanie dotyczyło ludzi, którzy od lat otrzymują zaniżone świadczenia i mogą nie doczekać naprawienia krzywdy. Jak relacjonuje portal Niezależna, w odpowiedzi kandydatka skoncentrowała się na twierdzeniu o wadliwym ukształtowaniu Trybunału i wynikającym z tego braku podstaw do publikowania jego wyroków.

Sędzia zapytała kandydatkę na RPO o dramat emerytów. Gregorczyk-Abram mówiła o wadach Trybunału.

Człowiek zniknął za sporem ustrojowym

Nie padła konkretna odpowiedź na dramat ludzi, którzy od lat czekają na sprawiedliwość. Nie przedstawiono sposobu rozwiązania problemu wieloletniego oczekiwania, zaniżonych świadczeń i realnego ryzyka, że część uprawnionych umrze, zanim państwo naprawi wyrządzoną im krzywdę.

Dla wielu emerytów każdy kolejny miesiąc oznacza brak pieniędzy na leki, leczenie, żywność, opłaty i godne życie. To nie jest abstrakcyjny spór konstytucjonalistów. To konkretna krzywda konkretnych ludzi.

Zaniżona emerytura nie jest prawicowa ani lewicowa. Jest krzywdą obywatela.

Właśnie ta sytuacja pokazuje różnicę między dwiema wizjami urzędu.

Dla Adama Borowskiego punktem wyjścia byłby człowiek: jego krzywda, czas, którego nie da się odzyskać, oraz środek prawny, który należy zastosować.

W odpowiedzi przypisywanej Sylwii Gregorczyk-Abram punktem wyjścia stał się natomiast spór o status Trybunału.

Nie chodzi zatem wyłącznie o jej deklaracje. Jej działanie podczas publicznego wysłuchania pokazało, że dramat obywatela może zostać podporządkowany wcześniej przyjętej ocenie ustrojowej.

Po takim stanowisku emeryci nie otrzymali podstaw do przekonania, że ich sprawa zostanie rozwiązana. Usłyszeli w istocie, że problem orzeczenia ma ustąpić przed sporem o organ, który je wydał.

A przecież Rzecznik powinien poszukiwać zgodnego z prawem rozwiązania, a nie uzasadnienia dalszej bezczynności.

Emeryci nie potrzebują kolejnego sporu prawników. Potrzebują sprawiedliwości – teraz, nie pośmiertnie.

Marszalek Sejmu Włodzimierz Czarzasty sam potwierdził znaczenie i konieczność ślubowania wobec Prezydenta

Dodatkowego znaczenia nabiera wypowiedź dotycząca pisma wysłanego przez Włodzimierza Czarzastego 13 lipca 2026 r. do Prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie sędziego Sławomira Patyry.

Według relacji portalu Niezależna Czarzasty zaapelował do Prezydenta o podjęcie działań umożliwiających Patyrze skuteczne rozpoczęcie dziewięcioletniej kadencji sędziego TK, a więc o odebranie od niego ślubowania.

„Czarzasty wpadł we własne sidła”. Pismo w sprawie ślubowania sędziego TK – Niezależna

Nie można jednocześnie twierdzić, że ślubowanie przed Prezydentem jest zbędne, i domagać się go jako warunku rozpoczęcia kadencji.

Jeżeli do skutecznego rozpoczęcia wykonywania funkcji przez sędziego TK konieczne jest odebranie ślubowania wobec Prezydenta, podważa to narrację, według której zastępcze ceremonie organizowane poza konstytucyjnie ukształtowaną procedurą mogą wywołać ten sam skutek.

Nie oznacza to, że jedno pismo samo rozstrzyga wszystkie spory ustrojowe. Pokazuje jednak zasadniczą sprzeczność:

  • z jednej strony kwestionuje się znaczenie określonych konstytucyjnych procedur i organów;
  • z drugiej strony żąda się ich zastosowania, gdy jest to potrzebne do osiągnięcia pożądanego skutku personalnego.

Prawo nie może obowiązywać wybiórczo – tylko wtedy, gdy służy własnemu środowisku

W ten sposób osłabiona zostaje polityczna narracja, której przedstawicielką jest również Sylwia Gregorczyk-Abram: narracja pozwalająca jednocześnie kwestionować Trybunał, odmawiać statusu jego sędziom, postulować ustawowe unieważnianie wyroków, a następnie powoływać się na formalną procedurę wtedy, gdy ma ona umożliwić objęcie urzędu przez osobę akceptowaną przez dane środowisko.

RPO nie może opierać się na tak selektywnym rozumieniu legalizmu.

Konstytucja obowiązuje zawsze:

  • wobec politycznych przeciwników;
  • wobec politycznych sojuszników;
  • gdy jej zastosowanie jest korzystne;
  • także wtedy, gdy utrudnia realizację własnego programu.

ŚLUBOWANIE RZECZNIKA PRAW OBYWATELSKICH

Punktem wyjścia do oceny każdego kandydata na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich powinien być art. 4 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich. Obejmując urząd, Rzecznik ślubuje „dochować wierności Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej”, a następnie zobowiązuje się „strzec wolności i praw człowieka i obywatela, kierując się przepisami prawa oraz zasadami współżycia społecznego i sprawiedliwości” oraz wykonywać obowiązki „bezstronnie, z najwyższą sumiennością i starannością”.

Kolejność tych zobowiązań nie jest przypadkowa.

Rzecznik nie ślubuje wierności partii politycznej, środowisku prawniczemu, Komisji Europejskiej, TSUE, ETPC ani organizacji społecznej.

Ślubuje wierność Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej i zobowiązuje się działać w granicach obowiązującego porządku prawnego. Ratyfikowane umowy międzynarodowe, Europejska Konwencja Praw Człowieka oraz prawo Unii Europejskiej stanowią część tego porządku, lecz nie zajmują miejsca ponad Konstytucją.

Dlatego podstawowe pytanie do każdego kandydata na RPO brzmi: czy w razie rzeczywistej i niemożliwej do usunięcia kolizji pomiędzy jednoznaczną normą Konstytucji RP a rozstrzygnięciem TSUE lub ETPC kandydat uzna Konstytucję za najwyższe prawo Rzeczypospolitej, czy też przyjmie bezwarunkowe pierwszeństwo stanowiska trybunału międzynarodowego również poza zakresem kompetencji przekazanych?

Nie jest to pytanie o wystąpienie Polski z Unii Europejskiej ani o niewykonywanie zobowiązań międzynarodowych.

Jest to pytanie o granice kompetencji przekazanych organizacjom międzynarodowym oraz o rzeczywistą treść ślubowania Rzecznika Praw Obywatelskich.

` Na tle treści ślubowania przewidzianego w art. 4 ustawy o RPO kandydatura Adama Borowskiego daje podstawy do oczekiwania, że punktem odniesienia jego działalności będzie Konstytucja, prawa konkretnego obywatela oraz niezależność od bieżących interesów politycznych i środowiskowych.

Jego dotychczasowa działalność pokazuje zdolność występowania w obronie człowieka również przeciwko silnym instytucjom i dominującym środowiskom

W przypadku Sylwii Gregorczyk-Abram zasadnicze wątpliwości wynikają natomiast z jej wieloletniego zaangażowania po jednej stronie sporu ustrojowego oraz z wypowiedzi wskazujących na gotowość bezwarunkowego podporządkowania działań państwa określonej interpretacji orzeczeń europejskich. Rodzi to pytanie, czy po objęciu urzędu będzie rzeczywiście zdolna uznać Konstytucję za najwyższe prawo Rzeczypospolitej również wtedy, gdy jej zastosowanie pozostanie w sprzeczności z programem środowiska, z którym była dotychczas związana

Adam Borowski nie rozpoczyna urzędowania z obowiązkiem politycznego potwierdzania wcześniejszych deklaracji wobec TSUE, ETPC czy określonych organizacji prawniczych.

Może zatem wykonywać ślubowanie RPO zgodnie z jego rzeczywistą treścią: dochowując wierności Konstytucji i chroniąc każdego obywatela bez względu na jego poglądy, przynależność środowiskową oraz to, po której stronie sporu ustrojowego się znajduje

KONSTYTUCJA POZOSTAJE NAJWYŻSZYM PRAWEM RZECZYPOSPOLITEJ

Konstytucja nie może być pomijana w imię dowolnie rozumianego prawa europejskiego

Nie jest prawidłowe przedstawianie relacji pomiędzy Konstytucją, a prawem europejskim jako wyboru: albo wykonujemy prawo europejskie, albo respektujemy Konstytucję.

Prawidłowy standard jest następujący:

  • wiążące prawo Unii należy wykonywać w granicach kompetencji przekazanych na podstawie art. 90 Konstytucji;
  • prawo unijne korzysta z pierwszeństwa przed ustawami w zakresie określonym w art. 91 Konstytucji;
  • Konstytucja pozostaje najwyższym prawem Rzeczypospolitej;
  • wykonywanie orzeczeń międzynarodowych nie może pomijać praw konkretnych osób, zasady legalizmu i bezpieczeństwa prawnego;
  • nie wolno rozszerzać przekazanych kompetencji w sposób prowadzący do faktycznej zmiany Konstytucji poza przewidzianą procedurą.

Wyrok K 18/04 — Konstytucja jako najwyższe prawo Rzeczypospolitej

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 11 maja 2005 r., sygn. K 18/04, został wydany w pełnym, piętnastoosobowym składzie, pod przewodnictwem ówczesnego Prezesa TK prof. Marka Safjana.

Szczególnie znamienne jest, że część sędziów tego składu — w tym Marek Safjan, Jerzy Stępień, Bohdan Zdziennicki, Ewa Łętowska i Mirosław Wyrzykowski — w późniejszych latach zdecydowanie krytykowała funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego po 2015 r. Nie zmienia to jednak treści orzeczenia, które współtworzyli.

Nie można powoływać się na autorytet dawnych sędziów TK wyłącznie wtedy, gdy krytykują obecne organy państwa, a zarazem pomijać fundamentalnych zasad wynikających z wydanego przez nich wyroku, jak czyni to Sylwia Gregorczyk-Abram

Wyrok TK w sprawie K 18/04 wskazywał na zachowanie przez Konstytucję pierwszeństwa obowiązywania i stosowania wobec wszystkich wiążących Polskę umów międzynarodowych, również tych, na podstawie których przekazano część kompetencji.

W sprawie K 18/04 Trybunał jednoznacznie potwierdził, że Konstytucja pozostaje najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej. Prawo Unii Europejskiej korzysta z pierwszeństwa przed ustawami w zakresie kompetencji przekazanych, lecz nie uzyskuje pierwszeństwa przed Konstytucją. Członkostwo Polski w Unii nie oznacza zatem zgody na zastępowanie polskiej ustawy zasadniczej normami stanowionymi poza krajowym porządkiem konstytucyjnym.

Trybunał wyraźnie wskazał, że nieusuwalna sprzeczność między normą unijną a normą konstytucyjną nie może zostać rozwiązana przez uznanie nadrzędności prawa unijnego. Niedopuszczalne jest pominięcie Konstytucji, pozbawienie jej normy mocy obowiązującej albo zastąpienie jej regulacją unijną.

Orzeczenie określiło również granice przekazywania kompetencji. Mogą one zostać przekazane organizacji międzynarodowej wyłącznie „w niektórych sprawach”, a więc w sposób ograniczony i precyzyjnie określony. Niedopuszczalne jest przekazanie ogółu kompetencji organu państwa, wszystkich kompetencji w danej dziedzinie ani uprawnień stanowiących istotę jego konstytucyjnych zadań.

Autonomia prawa unijnego nie ma więc charakteru bezwzględnego. Unia może wykonywać kompetencje tylko dlatego i tylko w takim zakresie, w jakim zezwala na to Konstytucja RP. Polska przekazała Unii określone kompetencje, lecz nie przekazała jej własnej Konstytucji, suwerenności ustrojowej ani prawa do dowolnego wyznaczania granic działania organów Rzeczypospolitej.

Trybunał wyznaczył także granice wykładni przyjaznej prawu europejskiemu. Nie może ona prowadzić do rezultatów sprzecznych z wyraźnym brzmieniem Konstytucji ani do obniżenia gwarantowanego przez nią poziomu ochrony praw i wolności.

Z punktu widzenia kandydatury Adama Borowskiego znaczenie tego wyroku jest zasadnicze. Rzecznik Praw Obywatelskich powinien chronić prawa jednostki, ale musi czynić to w granicach Konstytucji, z poszanowaniem zasady legalizmu i ciągłości działania organów państwa.

Nie może wybiórczo uznawać orzeczeń Trybunału w zależności od aktualnego układu politycznego, składu TK albo oczekiwań rządu, której to gwarancji nie daje kandydatura Sylwii Gregorczyk- Abram.

Najważniejsza konsekwencja wyroku K 18/04 jest jednoznaczna: Konstytucja pozostaje najwyższym prawem Rzeczypospolitej; prawo Unii ma pierwszeństwo przed ustawami, lecz nie przed Konstytucją; Unia działa wyłącznie w granicach kompetencji powierzonych; a integracja europejska nie może prowadzić do podważenia podstaw ustroju państwa ani zastąpienia polskiej Konstytucji.

Działanie wbrew Konstytucji – najwyższemu prawu Rzeczypospolitej – nie jest ochroną praworządności. Jest działaniem uderzającym w podstawy państwa i bezpieczeństwo jego obywateli.

Wyrok K 32/09 — konstytucyjna tożsamość państwa

W wyroku z 24 listopada 2010 r., sygn. K 32/09, dotyczącym Traktatu z Lizbony, Trybunał rozwinął wcześniejszą linię orzeczniczą. Wskazał, że przekazanie kompetencji nie może zagrażać suwerenności państwa ani jego konstytucyjnej tożsamości.

Przedmiotem przekazania nie mogą być kompetencje odnoszące się do podstaw ustroju Rzeczypospolitej, w szczególności do: suwerenności Narodu, nadrzędności Konstytucji, demokratycznego państwa prawnego, godności człowieka, podstawowych praw i wolności, podziału władz, niezależności sądów, niezawisłości sędziów oraz zasadniczych kompetencji konstytucyjnych organów państwa.

Najważniejsza konsekwencja tego orzeczenia jest jasna: integracja europejska nie może pozbawić Polski zdolności do samodzielnego decydowania o własnej tożsamości konstytucyjnej.

Wyrok P 7/20 — środki tymczasowe TSUE i granice kompetencji przekazanych

W wyroku z 14 lipca 2021 r., sygn. P 7/20, Trybunał Konstytucyjny odniósł te zasady bezpośrednio do środków tymczasowych TSUE dotyczących ustroju i funkcjonowania polskich sądów.

TK uznał, że art. 4 ust. 3 zdanie drugie TUE w związku z art. 279 TFUE — w zakresie, w jakim miałby stanowić podstawę nakładania na Polskę obowiązków ultra vires, odnoszących się do ustroju, właściwości polskich sądów i postępowania przed nimi — jest niezgodny z art. 2, art. 7, art. 8 ust. 1 oraz art. 90 ust. 1 w związku z art. 4 ust. 1 Konstytucji.

Trybunał nie zakwestionował generalnej roli TSUE jako sądu uprawnionego do wykładni prawa Unii. Wskazał jednak, że kompetencja ta nie jest nieograniczona i musi być wykonywana z poszanowaniem zasady kompetencji powierzonych, subsydiarności i proporcjonalności. W zakwestionowanym zakresie przepisy traktatowe nie mogły — zdaniem TK — korzystać z pierwszeństwa ani bezpośredniego stosowania przed organami polskimi.

Wyrok ten stanowi kontynuację linii K 18/04 i K 32/09: prawo europejskie obowiązuje w Polsce w granicach kompetencji przekazanych, nie może natomiast służyć do przejmowania kompetencji odnoszących się do konstytucyjnego ustroju organów państwa.

Wyrok K 35/09 — rzeczywista niezależność Rzecznika Praw Obywatelskich

W wyroku z 19 października 2010 r., sygn. K 35/09, Trybunał podkreślił zasadnicze ustrojowe znaczenie niezależności Rzecznika Praw Obywatelskich. RPO nie jest organizacyjnie podległy Sejmowi ani Marszałkowi Sejmu, a jego konstytucyjna niezależność wyklucza tworzenie więzów strukturalnych i funkcjonalnych uzależniających go od innych organów.

Niezależność nie może ograniczać się do formalnej deklaracji. Musi obejmować sposób podejmowania decyzji, organizację Biura RPO, dobór pracowników, kierunki interwencji oraz rzeczywistą zdolność odcięcia się od środowisk, które poparły kandydaturę Rzecznika.

RPO wybrany przez określoną większość parlamentarną nie może po wyborze stać się rzecznikiem tej większości. Powinien zachować niezależność nie tylko od rządu i parlamentu, lecz również od organizacji politycznych, zawodowych i aktywistycznych, z którymi był wcześniej związany.

Z tego punktu widzenia sama formalna deklaracja bezstronności nie wystarcza. Konieczna jest wiarygodna zdolność wystąpienia także przeciwko własnym politycznym, zawodowym i środowiskowym sojusznikom, gdy ich działania naruszają prawa obywateli.

Działanie wbrew Konstytucji – najwyższemu prawu Rzeczypospolitej – nie jest ochroną praworządności. Jest działaniem uderzającym w podstawy państwa i bezpieczeństwo jego obywateli.

Przyszły RPO nie może zatem posługiwać się prawem europejskim jako blankietowym uzasadnieniem dla programu politycznego własnego środowiska.

W przypadku Sylwii Gregorczyk-Abram nie mogą umknąć z pola widzenia jej działania i zdecydowane wypowiedzi dotyczące bezwarunkowego wykonywania orzeczeń europejskich oraz wcześniejsze zaangażowanie w jeden kierunek zmian ustrojowych. Uwidacznia jej stanowisko jako związane z Fundacją Wolne Sądy i jedną stroną sporu o wymiar sprawiedliwości.

Stawia zatem w wątpliwość gwarancje, że każde rozstrzygnięcie będzie oceniane również w świetle Konstytucji, granic przekazanych kompetencji i praw jednostki.

W przypadku Sylwii Gregorczyk-Abram argumentacja powyższa jest wnioskiem wynikającym z jej dotychczasowych wypowiedzi, aprobaty dla określonego kierunku reform i silnej identyfikacji z jedną stroną sporu.

Czy zatem będzie w stanie zagwarantować, że w każdej sprawie przeprowadzi pełną ocenę podstawy prawnej, zakresu kompetencji przekazanych, zgodności sposobu wykonania z Konstytucją oraz skutków dla pojedynczego obywatela ?.

Odpowiedź nasuwa się sama.

VII. STATUS SĘDZIÓW POWOŁANYCH PO 2018 R.

Sędziów powołuje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej na podstawie art. 179 Konstytucji, na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa. Art. 180 ust. 1 Konstytucji ustanawia zasadę nieusuwalności sędziów, natomiast art. 180 ust. 2 przewiduje, że złożenie sędziego z urzędu, zawieszenie go w urzędowaniu albo przeniesienie może nastąpić jedynie na podstawie orzeczenia sądu i wyłącznie w przypadkach określonych ustawą.

Udokumentowane wypowiedzi Sylwii Gregorczyk-Abram

Sylwia Gregorczyk-Abram publicznie posługiwała się określeniami „neosędziowie”, „niesędziowie” i „niesąd”. Wskazywała również, że osoby powołane przy udziale nowej KRS nie powinny zasiadać w sądach ani wydawać wyroków.

W programie TVN24 ze stycznia 2024 r., dotyczącym rozpoznania odwołania Macieja Wąsika, stwierdziła w odniesieniu do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, że „nie powinna zajmować się tą sprawą ani żadną inną sprawą, ponieważ jest organem powołanym w sposób sprzeczny z prawem Unii, Konwencją Praw Człowieka i powinna zostać rozwiązana”.

Dodała również, że rozstrzygnięcie „absolutnie nie powinno mieć znaczenia, bo nie wydał jej organ sądowy”.

W artykule współautorskim „Mission Possible, czyli jak przywrócić praworządność” wskazywano z kolei, że każdy obywatel, w którego sprawie orzekał tak zwany neosędzia, może podnosić przed ETPC zarzut, iż jego sprawa była rozpoznawana przez „niesędziego” i „niesąd”. Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że był to materiał współautorski, a nie stenogram indywidualnej wypowiedzi kandydatki.

W październiku 2024 r. Sylwia Gregorczyk-Abram doprecyzowała swoje stanowisko, popierając opinię Komisji Weneckiej i przyznając, że nie można jedną ustawą automatycznie usunąć wszystkich osób powołanych przy udziale nowej KRS. Wskazała na konieczność ustanowienia jasnych kryteriów, indywidualnej oceny, rozstrzygania przez organ niezależny od rządu oraz zapewnienia drogi sądowego odwołania, szukając cały czas drogi do ponownej, konstytucyjnie niedopuszczalnej weryfikacji nominacji sędziów powołanych przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej na podstawie obowiązujących przepisów ustawy, mimo że akt powołania sędziego ma charakter ostateczny i nie może być podważany w drodze zwykłej ustawy ani zastępczej procedury ocennej.

Oznacza to złagodzenie wcześniejszego, kategorycznego języka, lecz nie usuwa pytania, czy jako RPO kandydatka będzie zdolna do jednakowej ochrony praw wszystkich sędziów i stron postępowań, również tych osób, którym wcześniej publicznie odmawiała statusu sędziego lub prawa do uznania wydanego orzeczenia.

KRS wybrana w 2026 r.

Dnia 15 maja 2026 r. Sejm ponownie wybrał piętnastu sędziów na członków Krajowej Rady Sądownictwa na podstawie tych samych obowiązujących przepisów ustawy o KRS. Formalny wybór nadal należał zatem do Sejmu. Nie weszła wcześniej w życie ustawa przekazująca kompetencję wyborczą ogółowi sędziów.

Był to zasadniczo ten sam ustawowy mechanizm wyboru przez Sejm, który zastosowano w latach 2018 i 2022: kandydaci byli zgłaszani, lista została ustalona w procedurze parlamentarnej, a piętnastu sędziowskich członków KRS wybrał Sejm.

Okoliczność ta ma znaczenie dla oceny konsekwencji prezentowanych poglądów. Nie można odmawiać statusu sędziom powołanym przy udziale KRS tylko dlatego, że jej sędziowskich członków wybrał Sejm, a następnie uznawać analogiczny mechanizm za wystarczający, gdy został zastosowany przez inną większość parlamentarną. Legalizm nie może zależeć od tego, która większość polityczna dokonuje wyboru.

Przyszły RPO powinien więc badać każdą sprawę indywidualnie, z uwzględnieniem art. 179 i art. 180 Konstytucji, prawa konkretnej strony do sądu, trwałości prawomocnych orzeczeń, zasady bezpieczeństwa prawnego oraz zakazu odpowiedzialności zbiorowej. Zmiany prawne nie mogą być realizowane kosztem praw konkretnego obywatela ani bez konstytucyjnej podstawy do ingerencji w status konkretnego sędziego.

Z przedstawionych wypowiedzi Sylwii Gregorczyk-Abram wynika uzasadniona obawa, że wcześniejsza kategoryczna odmowa uznawania części osób za sędziów i części organów za sądy może wpływać na sposób wykonywania przez nią obowiązków RPO.

Rzecznik nie może rozpoczynać oceny sprawy od założenia, że określona grupa sędziów jest pozbawiona statusu, a wydane przez nich orzeczenia nie mają znaczenia.

Późniejsze poparcie przez kandydatkę indywidualnej oceny i drogi odwoławczej stanowi złagodzenie wcześniejszego stanowiska, lecz nie usuwa wątpliwości wynikających z jej publicznego używania określeń „niesędzia” i „niesąd”. RPO musi dawać wiarygodną gwarancję ochrony także tym osobom, którym wcześniej odmawiał podstawowego statusu prawnego, zwłaszcza że ponowne badanie skuteczności nominacji sędziowskiej po dokonaniu aktu powołania przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej stanowiłoby niedopuszczalną ingerencję w konstytucyjną prerogatywę określoną w art. 179 Konstytucji oraz prowadziłoby do stworzenia pozaustrojowego mechanizmu weryfikowania ostatecznych aktów powołania sędziów.

Kandydatura Adama Borowskiego daje pod tym względem pełną gwarancję bezstronności. Nie jest on związany programem zbiorowego podważania statusu sędziów ani wcześniejszymi deklaracjami odmawiającymi znaczenia ich orzeczeniom.

Jako RPO może więc oceniać każdą sprawę indywidualnie, z uwzględnieniem art. 179 i art. 180 Konstytucji, praw stron, stabilności prawomocnych orzeczeń oraz zakazu odpowiedzialności zbiorowej.

Program naprawy wymiaru sprawiedliwości nie może być realizowany kosztem obywatela, który uzyskał prawomocne orzeczenie, ani kosztem sędziego, którego status miałby zostać przekreślony zbiorczą decyzją ustawodawcy, czy ponownym badaniem nominacji.

Adam Borowski daje podstawy do oczekiwania, że w centrum działalności RPO pozostanie konkretny człowiek i jego prawa, a nie obowiązek realizowania programu ustrojowego jednego środowiska

IZBA KONTROLI NADZWYCZAJNEJ – KTO OBRONI ZWYKŁEGO OBYWATELA?

Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych rozpoznaje skargi nadzwyczajne składane m.in. przez RPO. Instrument ten był wykorzystywany w obronie zwykłych obywateli, a nie korporacji i wpływowych środowisk.

Chodziło m.in. o:

  • niesprawiedliwe eksmisje;
  • lichwiarskie zobowiązania;
  • egzekwowanie przedawnionych długów;
  • sprzeczne rozstrzygnięcia dotyczące tej samej osoby;
  • nakazy zapłaty prowadzące do rażącej niesprawiedliwości.

Wskazywane były przypadki uchylenia nakazu zapłaty przekraczającego milion złotych przy niewielkiej należności głównej oraz wyroku eksmisyjnego dotyczącego rodziny, w której znajdowały się osoby z niepełnosprawnościami.

To są właśnie ludzie, których przez dziesięciolecia bronił Adam Borowski: pozbawieni wpływów, pozostawieni sami wobec aparatu instytucjonalnego.

Sylwia Gregorczyk-Abram negatywnie oceniała powołanie tej Izby i wspierała kierunek zmian prowadzący do jej likwidacji.

Nie chodzi o kolejną deklarację. Chodzi o konsekwencje jej wcześniejszych działań

W tej sytuacji wątpliwe jest, czy jako RPO:

  • będzie kontynuowała nierozpoznane skargi nadzwyczajne;
  • będzie nadal korzystała z tego instrumentu;
  • będzie występowała przed Izbą, której status podważała;
  • nie podporządkuje praw konkretnych ludzi własnej ocenie ustrojowej organu.

Może obecnie zapewniać, że będzie chroniła obywateli. Jednak kierunek jej dotychczasowej działalności ukazuje sprzeczność między korzystaniem z Izby dla ochrony człowieka a jednoczesnym popieraniem jej likwidacji.

ADAM BOROWSKI ZBUDUJE BIURO OPARTE NA NAJLEPSZYCH FACHOWCACH

Adam Borowski nie zamierza zastępować konstytucjonalistów, karnistów i procesualistów zatrudnionych w Biurze. Zamierza wykorzystać ich wiedzę dla ochrony człowieka.

Urząd pod jego kierownictwem p oparty na:

  • pluralistycznej radzie prawnej skupiającej ekspertów różnych specjalności i poglądów;
  • profesjonalnej ciągłości Biura;
  • ochronie pracowników przed naciskiem partii, korporacji i środowisk;
  • przejrzystym uzasadnianiu najważniejszych decyzji;
  • systemie pilnej reakcji w sprawach przemocy, pozbawienia wolności, zagrożenia życia i utraty dowodów;
  • osobistym nadzorze nad sprawami o szczególnym znaczeniu;
  • zasadzie, że żadna partia ani korporacja nie uzyska monopolu na działalność RPO.

Jego dotychczasowe życie dowodzi, że potrafi działać pod presją, sprzeciwiać się naciskom i przyjmować odpowiedzialność za innych.

To nie słabość człowieka, który nie chce zastąpić każdego prawnika Biura. To siła świadomego przywódcy, który wie, po co istnieje prawo.

DWIE WIZJE URZĘDU

Pierwsza to urząd kierowany przez osobę wykształconą prawniczo, lecz silnie utożsamioną z jedną stroną sporu ustrojowego, publicznie deprecjonującą Trybunał Konstytucyjny, Izbę Sądu Najwyższego i status części sędziów.

Takie stanowisko nie dotyczy tylko poszczególnych instytucji. Dotyka podstaw ustroju Rzeczypospolitej, równowagi władz, stabilności prawomocnych orzeczeń i bezpieczeństwa obywateli.

Druga wizja to urząd kierowany przez Adama Borowskiego – człowieka, który zna represję państwa z własnego doświadczenia, działał w obronie prześladowanych, pomagał uchodźcom, współpracował z RPO i nie rozpoczyna urzędowania z listą ludzi uznanych z góry za niegodnych ochrony.

Formalne wykształcenie prawnicze nie jest tym samym co wiedza potrzebna Rzecznikowi.

Wiedza RPO oznacza:

  • rozumienie prawa;
  • znajomość środków interwencji;
  • umiejętność doboru właściwego instrumentu;
  • rozpoznawanie zagrożenia;
  • odwagę działania przeciwko własnemu środowisku;
  • wrażliwość na sytuację człowieka po słabszej stronie;
  • odpowiedzialność za skutki działania i zaniechania.

Taką wiedzę Adam Borowski potwierdził całym swoim życiem.

Grunwald współczesności – walka o Polskę jako dobro wspólne

15 lipca 1410 r. zwycięstwo nie przyszło dlatego, że wszyscy byli tacy sami. Przyszło dlatego, że potrafili zjednoczyć się wokół wspólnego celu.

Dzisiaj również potrzebujemy zwycięstwa – nie nad innym narodem, lecz nad bezprawiem, podziałem obywateli, odpowiedzialnością zbiorową, politycznym podporządkowaniem instytucji i pogardą dla człowieka, który nie należy do właściwego środowiska.

Wtedy rycerstwo śpiewało „Bogurodzicę”.

Dzisiaj musimy przypomnieć, że Polska należy do wszystkich swoich obywateli i że:

Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy.

Kto, jak nie Adam Borowski?

Kto z kandydatów:

• był więźniem politycznym;• osobiście doświadczył represji aparatu państwa;<br>• pracował w Komisji Interwencji i Mediacji;<br>• pomagał prześladowanym;<br>• bronił uchodźców i ofiar wojny;<br>• współpracował z urzędem RPO;<br>• ponosił osobiste ryzyko w obronie innych;<br>• przez dziesięciolecia budował autorytet czynem, a nie stanowiskiem?<br>

Adam Borowski nie musi udowadniać, że jest lepszym adwokatem od adwokata. Ma wykazać, że będzie lepszym Rzecznikiem.

Adam Borowski nie proponuje urzędu przeciwko prawnikom. Proponuje urząd, w którym najlepsi prawnicy służą obywatelowi pod kierownictwem człowieka posiadającego doświadczenie, niezależność, autorytet moralny i umiejętność rozpoznania chwili wymagającej natychmiastowej interwencji.

Żaden dyplom nie zapewnia automatycznie bezstronności.

Żaden tytuł zawodowy nie zastąpi odwagi wystąpienia przeciwko własnemu środowisku.

Żaden program naprawy instytucji nie może być realizowany kosztem prawa obywatela do sądu, stabilności jego orzeczenia, bezpieczeństwa pokrzywdzonego albo indywidualnych praw sędziego.

Nie potrzebujemy Rzecznika, który będzie bronił tylko własnej wizji ustroju.

Nie potrzebujemy Rzecznika, który dramat emeryta zastąpi sporem o legalność organu.

Nie potrzebujemy Rzecznika, który będzie wybierał, przed którym konstytucyjnym organem wolno mu występować.

Rzecznikiem, który nie zapyta najpierw, do jakiej partii należy obywatel, kto powołał sędziego i czy człowiek jest akceptowany przez wpływowe środowisko.

Potrzebujemy człowieka, który zapyta:

Czy państwo potraktowało tego człowieka zgodnie z prawem, sprawiedliwie i z poszanowaniem jego godności?

Ma wykazać – i wykazał całym swoim życiem – że będzie najlepszym Rzecznikiem.

Dlatego odpowiedź może być tylko jedna: Adam Borowski na Rzecznika Praw Obywatelskich.